Przewodnik po parkach rozrywki

Opuszczone parki – zagubione dusze w świecie rozrywki

Tagi: Park Rozrywki, Interplay, Japonia, Opuszczone Parki Rozrywki, Park Takakonuma

Opuszczone parki – zagubione dusze w świecie rozrywki

Nie każdy park odnosi sukces, nie każdemu udaje się utrzymać na rynku. Niektóre są źle zarządzane, inne mogły zostać źle zaplanowane. Niektóre po prostu miały pecha i zostały poturbowane przez zawirowania gospodarcze, inne zostały potraktowane przez bezwzględne siły natury: huragany, powodzie czy trzęsienia ziemi. Niektórych nie oszczędziły wojny lub nawet wybuchy jądrowe.

Te, którym się nie udało, piszą zupełnie inne historie ze świata rozrywki. Czasami smutne, czasem nawet straszne lub wręcz przerażające. W kolejnych artykułach zabiorę Was w podróż do najbardziej interesujących przypadków upadłości parków rozrywki i postaram się pokazać dlaczego tak się stało.

Przekonacie się, że nie zawsze wiadomo o 
przyczynach upadku, a nader często jest to zwykłe zgadywanie. Dla badacza, czyli w tym przypadku dla mnie, jest to nieco frustrujące, ponieważ zamiast wyjaśniać, dodajemy jeszcze więcej tajemniczości tym zapomnianym parkom. Ale kto nie lubi legend?

Pozwólcie mi zabrać Was do mojego pierwszego wyboru. Pakuj plecak i buty turystyczne, bo to trochę podróż po bezdrożach w miejsce, które trudno znaleźć na mapie. Jedziemy w strony, które dawno zostały zapomniane...



Po uzyskaniu dostępu do map Google i wpisaniu współrzędnych 37°49'02.16” N 140°33'05.78” E, zostaniesz przeniesiony do Japonii, do małego miasta, zwanego Hobara. Oddal nieco widok, a przekonasz się, że nie jest to daleko od większego miasta Fukushima. Zadzwonił dzwonek? Tak, to jest właśnie to miasto, które było w centrum uwagi w ubiegłym roku z powodu jądrowej katastrofy. Elektrownia jądrowa jest oddalona o 80 km od samego miasta, ale cały obszar jest nadal zaliczany do strefy skażonej. 

Chodzimy po strefie radioaktywnego skażenia. Jesteśmy około 4 godzin na północ od Tokio. Są drogi, ale nie ma zbyt wiele osób. Trudno sobie wyobrazić, że zaledwie 250 kilometrów na południe od tego miejsca żyje 13 milionów ludzi. Oddalamy się od autostrady numer 4, i stąd trochę błądzimy, bo nikt nie wie, gdzie jest nasz park. Nie ma go na żadnej mapie, nie znajdziesz go w Google. Niektórzy starsi mieszkańcy wskazują nam mniej więcej drogę do czegoś, co kiedyś nazywało się Takakonuma Grenland Theme Park, ale to nadal sporo szukania. Nawet jeśli jest ładna pogoda, permanentna mgła utrzymuje się na wzgórzach ponad lasem Aizu-Wakamatsu dodając atmosfery naszej niezwykłej wycieczce.


Jest niesamowicie spokojnie, nie ma ludzi, prawie nie ma zwierząt. Wkraczamy w obszar, w którym jednorazowo bawiło się tysiące turystów. Miłośnicy japońskich filmów anime będą mieli wrażenie, jakby właśnie wkroczyli w świat filmu Spirited Away, w momencie gdy pierwsza nawiedzona atrakcja wyłania się z mgły. Właśnie tak tam jest…

Park Takakonuma został otwarty w 1973 roku, ale nie długo potem w '74 lub '75 został zamknięty. Powody tego nie są jasne. Niektóre źródła podają, że powodem było kilka przypadków śmiertelnych na przejażdżkach, ale nic nie jest udokumentowane. Inni mówią, że to nieprawda, że z innych przyczyn postanowiono o zamknięciu. Tak czy inaczej, park został zamknięty i pozostał w stanie nietkniętym przez wiele lat. Dopiero w 1986 pojawił się nowy inwestor, który próbował tchnąć nowe życie w opuszczony park. To były czasy, kiedy gospodarka Japonii znacznie podniosła tempo, a marzenia zdawały się spełniać na każdym kroku. Był to czas zbliżających się sukcesów Sony, Mitsubishi i Daihatsu. Świat patrzył na Japonię z podziwem słusznie uznając je za nadchodzącą potęgę gospodarczą.

Jednak Park Takakonuma wydawał się nie podzielać entuzjazmu reszty świata. Może duchy zmarłych turystów wciąż nawiedzają park, kto wie? W żaden sposób nie udało się przyciągnąć odwiedzających, mimo że nowi właściciele dodali w parku sporo ulepszeń, wszystko naprawili i wyczyścili. Wydawało im się, że zabawa na nowo zawita w parku...

Park przez 13 lat walczył o swoje istnienie. Odwiedzający preferowali jednak nowsze miejsca w pobliżu Tokio, a na dodatek gospodarka nieco zwolniła. Wreszcie w 1999 roku, gdy nad japońską gospodarką umartwiał się cały świat, drzwi parku Takakonuma zostały zamknięte po raz kolejny, tym razem ostatecznie. Nie ma trafniejszego symbolu oddającego ówczesny nastrój Kraju Kwitnącej Wiśni.


Powoli ludzie zaczęli zapominać o parku, o jego istnieniu, o jego położeniu. Tymczasem, duchy lasu Aizu-Wakamatsu powoli zaczęły odzyskiwać swoje terytorium. Więc teraz znajdujemy się tutaj, na tym pustkowiu. Jesteśmy świadkiem powrotu lasu, któremu udało się znaleźć glebę w betonowych pęknięciach, wstrzelić swoje korzenie w miejsca, w których wydawało się to niemożliwe, który oplótł stalowe konstrukcje, jakby starając się zdusić skorodowane belki i sprowadzić je na ziemię. 


Ruiny Takakonuma pozwalają przyjrzeć się sobie bliżej tylko najdzielniejszym miejskim odkrywcom. Co można tutaj znaleźć? Korozję, kolejki górskie, wykolejony wagonik, rdzewiejące znaki, porzucone lalki i inne strasznie wyglądające rzeczy zwisające z najniższych gałęzi. Diabelski młyn kręcący się powoli, kiedy słabe podmuchy wiatru przechodzą przez drzewa. Będzie się tak kręcił w nieskończoność, aż zgromadzona rdza uniemożliwi dalszy ruch. Jeszcze więcej zniszczonych budynków, chat, kas, fragmentów dekoracji, zużytych torów kolejowych znika w błocie i zaroślach.

Kiedy uważnie wspinamy się na szczyt najwyższej kolejki produkcji Meisho, mgła z tego miejsca zasłania większość parku. Jest to widok, jakiego można się spodziewać w apokaliptycznych filmach, ale o dziwo, jest w nim coś pięknego. Czas wydaje się biec tutaj bardzo wolno, a nawet stać nieruchomo. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jest się na innej planecie.

Jako, że nie możemy przebywać zbyt długo w obszarze o podwyższonym poziomie radioaktywności, zrobimy jeszcze jedną rundkę, strzelimy więcej zdjęć i udamy się w drogę powrotną pozostawiając park Takakonuma po raz kolejny jego duchom. Być może nadal jeżdżą one kolejkami po nocach? Kto wie? Nikt nie był tutaj od ponad dekady i zapewne nikt nie będzie jeszcze przez długi czas. Miłego oglądania zdjęć...

Artykuł ukazał się wcześniej w Magazynie Branży Rozrywkowej Interplay, wyd. 1/2012. 
Autor: Daniel Heinst

Komentarze

Przychodzące wyszukiwane hasła