Przewodnik po parkach rozrywki

Odwiedziny w Parku Dinozaurów w Łebie

Tagi: Park Dinozaurów, Dinozaury, Łeba Park, Mini ZOO, Pojazdy Flinstonów, T-Rex, Daniele, Jaki

Odwiedziny w Parku Dinozaurów w Łebie

To, że nasze dziecko zna słowa piosenki z 'Roztańczonej Angeliny' nie wbudza naszego specjalnego poruszenia. Ogląda kanał dla dzieci, nie przeczę. Może i czasami zbyt długo, ale cóż. No takie chwile też bywają. Ale kiedy zajechaliśmy do parku dinozaurów w Łebie powiedziała “Mama, pać, blontozalul”, zdębieliśmy. Spytaliśmy “Martusiu, kto to jest, brontozaur?”. “Ociwiście mama, blontozalul”. Hm, nic dodać nic ująć... 

Dalej było jeszcze lepiej. Przytulając kolejnego stwora z zachwytem w głosie mówiła “Mój Tlicelaptops, mmm”. Nawet nie sądziłam, że będzie pamiętała takie coś. Czytałyśmy parę razy książeczkę o dinozaurach i tam był Brontozaur i Triceratops. Ma też bajkę w tv o czymś tam z dinozaurami, ale żeby aż tak to ukochala i zapamiętała?

W każdym razie wycieczka do dino świata okazała się strzałem w dziesiątkę. Zrobione jest to kapitalnie. Na wielkiej powierzchni poustawiali tych dinów dziesiątki. Wszystko wkomponowane w super zaarażowanym tło... 

 

 


... i atrakcjami w postaci przejażdżek pojazdem rodem z Flinstone’ów. Trzeba się nieźle nachetać, żeby przejechać choć jedno okrążenie tym mobilem.

 
Część olbrzymów jest ustawionych pod gołym niebem, a część, tak jak ulubiony przeze mnie T-Rex,  pochowana w lesie.

Prawie wszystkiego można dotknąć, powspinać się na grzbiety. Na miejcu można zjeść, pobawić się na wielkim placu zabaw, kupić pamiątkę czy obejrzeć film o dinozaurach. I trzeba przeznaczyć na dobrych kilka godzin, bo teren jest wielki i nie ma się spieszyć tylko wolniutko, spacerkiem sobie oglądać.

Na końcu szlaku niespodzianka: żywe zwierzęta. Kózki, Daniele (to takie małe jelonki wyglądjące jak renifery – wyjaśniam, bo ja na przykład nie wiedziałam, że te maluchy to Daniele właśnie), antylopy NIlgau – jakieś takie, co nawet w telewizji nawet ich nie widziałam, kangury mini takie, i coś wyglądające jak rudy Jak.

 
Nie wiem czy to był Jak czy Niejak, bo zaczęło kropić i nie zdążyliśmy przeczytać kto zacz.

Marta była wniebowzięta. Nie bardzo zmęczona długim chodzeniem. Parę chwil spędziła w wózku, który mimo tego,  że czasami ciężko się go pcha bo kamienie i piasek, polecam zabrać przy małych dzieciach. U nas przyszła chwila słabości i troszkę już znudzenia, a wtedy do wózka i naprzód. I gdyby nie deszcz to jeszcze pewno trochę byśmy tam pobyli.

Reportaż autorstwa autorki blogu: Getmama.pl 
Dziękujemy! 

Komentarze